Nie gazuję swojego domu: powiem ci dlaczego
Cześć wszystkim! Na skraju naszego ogrodu położyli główny gaz, na który czekali nasi sprytni sąsiedzi emeryci: pospieszyli, zgodzili się z gazownikami i rozciągnęli małą gałąź do wioski letniskowej.
I nie chcę podłączać mojego wiejskiego domu do gazu, a teraz wyjaśnię ci, dlaczego.
Nie, nie, nie jestem uparty, po prostu umiem dobrze liczyć pieniądze i radzę wszystkim się uczyć.
Pierwszy powód.
Sąsiednie ogrodnictwo zostało podłączone do gazu na początku XXI wieku. Następnie pracownicy gazowi wyrwali letnich mieszkańców za podłączenie 400 tysięcy rubli za sztukę (wtedy była to ogromna kwota - można było wziąć zagraniczny samochód, nie tak jak teraz).
Teraz połączenie z naszymi sąsiadami kosztuje 300 000 rubli - już trochę taniej, zwłaszcza biorąc pod uwagę inflację.
I czekam, aż zgazują wszystko, co mogą za 3-4 lata. Wtedy przyjdą i zaoferują podłączenie do głównej linii za tysiąc rubli, a nie za trzysta.
Drugi powód.
Różnica między ceną gazu a kilowatem energii elektrycznej nie jest tak duża. Co więcej, niebawem gaz zostanie sprowadzony do ceny energii elektrycznej: po co sprzedawać węglowodory taniej niż inne rodzaje energii?
Pamiętasz, ile gazu kosztowało 10 lat temu, a ile kosztuje teraz? Oto cała „zaleta” ogrzewania gazowego.
Trzeci powód.
Ogrzewam dom prądem i zimą płacę 1500-1700 rubli miesięcznie. Wszystko dzieje się w mojej głowie, bez hack-worków i shabashniki. Kogo to obchodzi, przeczytaj napisałem o tym tutaj.
Okazuje się więc, że podłączenie do gazu nigdy mi się nie opłaca, a na razie nie bardzo mi się to podoba.
Jak ogrzewa się dom?